Cześć !! Będzie łatwiej jak przejdziemy na TY więc ja zacznę 🙂 Nazywam się Rafał Kosiarski i to ja będę zamieszczał tutaj wpisy i prowadził tę stronę z lekką pomocą Mateusza -który ją zaprojektował. Podopieczni mówią do mnie Trener ,znajomy Kosior a jeszcze inni po prostu po imieniu. Teraz zapraszam na mój pierwszy tekst.
Dwadzieścia trzy lata temu zaczęła się moja sportowa podróż . Razem z tatą namiętnie oglądałem najlepsze drużyny walczące o wygranie Ligi Mistrzów – tak ,tak wtedy jeszcze uwielbiałem piłkę nożną , miałem swoich idoli m.in. Ronaldo (ten z Brazylii) Roberto Carlos czy Zinedine Zidane. Mamie mówiłem ,że pojadę na EURO jako reprezentant Polski i przez dobrych kilka lat “gryzłem murawę” aby to marzenie zrealizować . Talentu miałem naprawdę sporo ,zapału za dwoje a charakter do ciężkiej pracy wykształcili we mnie rodzice na placu targowym niedaleko klubu w którym grałem. Najpierw pozycja lewego obrońcy i atomowe uderzenie lewą nogą . Rzut wolny z połowy boiska ? Rafał dawaj! Strzał zza pola karnego ? Rafał dawaj ! Potem środkowy pomocnik z atomowym lewym kopnięciem, świetnym przeglądem pola i walecznym charakterem. Wyjątkowy sportowy czas , moja duma i radość kiedy rodzice oglądali moje mecze a gdy nie mogli na nich być dokładnie analizowałem moją grę opowiadając im wszystko co wyprawiałem na boisku ! Do dziś pamiętam emocje jakie mi towarzyszyły. Na początku wyrażaliśmy je podczas rozgrywek w prostym “hurra” czy w łzach smutku lub radości ,potem przerodziły się w bardziej nastoletnie okrzyki sami wiecie jakie – nie będę w pierwszym poście korzystał z tych popularnych jak przecinek polskich słów – doczekacie się . Wraz z z nowymi atrakcjami ,które stawiało życie ,los postanowił zagrać ze mną w Pokera i zafundował mi kontuzje kolana (ależ to był dramat wtedy!) oraz brak zgody na przeniesienie się do internatu i grę w jednym z krakowskich klubów w juniorach. Miałem już wtedy 15 lat i wszystkie dziewczyny świata śpiewały do mnie “love is the aaaaair”. Tanecznym krokiem intensywnie wypełniłem okres końcówki gimnazjum i początku szkoły średniej uczęszczając na zajęcia hip hopu i break dance. Miałem przyjemność tańczyć na scenie teatru ” Ludowego ” i teatru “Łaźnia Nowa ” . Wziąłem udział w kilku turniejach tanecznych bez większego echa. W technikum zacząłem poznawać życie z każdej jego strony a , że życie w krakowskim klimacie dla osób sympatyzujących z klubami sportowymi łatwe nie było, szybko trafiłem na boks tajski. Nic nie dodaje tak pewności siebie jak kilka porządnych wygranych sparingów, solówek a co dopiero walk! Pierwsza walka i pobity rekord w wizytach w toalecie w godzinę . Stres mnie pozamiatał i tata wynosił mnie po schodach do łóżka po walce – miałem tak okopane nogi ,że nie mogłem chodzić. Jakoś nie specjalnie się przejąłem wynikiem walki – w końcu miałem naturę wojownika i drugą walkę to ja pozamiatałem ! Duma w oczach ojca . Troska w oczach matki. Wpadłem w to na dobre. Moja motywacja była prosta – chce się lepiej bić żeby mnie szanowali ,żeby się bali i żeby dziewczyny piszczali na mój widok. W zasadzie to wszystko mi się udało ,jednak po drodze los znów rzucił mnie w inną stronę i tak wylądowałem na krakowskim rynku w roli bramkarza łączącego szkołę i życie na przedmieściach Krakowa gdzie wybudowaliśmy dom. Z tej mieszanki najbardziej atrakcyjne było wiadomo co , więc szkoła i dom zeszły na drugi plan a ja zacząłem “uczyć się życia ” – tak mówiłem tacie kiedy chciał mnie nauczyć czegoś pożytecznego w obsłudze auta.
Jak widać na załączonym obrazku nauka życia do prostych nie należy ,swoje trzeba było zjeść i na siłowni podnieść a mityczne 100kg bramkarza jako standard w tej pracy nawet dla mnie – chłopaka o czterech żołądkach było wyzwaniem. Brakło mi całe 2 kilo jeśli dobrze pamiętam i chyba dobrze bo przy wzroście 172 cm i wieku 19 lat nic dobrego to nie wróżyło. Dziś kiedy pisze ten tekst mam 29 lat(za 11 dni już 30) 77 kilogramów i 11.2 % tkanki tłuszczowej (miałem akurat testy na AWF-ie i sobie zmierzyłem). Między życiem w nocy a za dnia istnieje ogromna różnica, więc sport w wymiarze ringowym musiał poczekać, aż zasmakuje wrażeń. Wrażenia kosztowały mnie bardzo dużo ale po czasie to wszystko ukształtowało mnie na tego kim jestem dziś a los przestał sobie ze mną beztrosko pogrywać – zabrałem mu karty ,zdzieliłem z liścia i postanowiłem wrócić do młodzieńczych ambicji tym razem w roli kickboxera a nie piłkarza. Rozpędziłem się – stałem się utytułowanym zawodnikiem i początkującym trenerem , jednak natura wojownika gdzieś po drodze przestała mi sprzyjać a podatek do zapłacenia za bycie ” w ciągłym gazie “ przyszedł srogi. Problemy ze zdrowiem ,problemy osobiste i przegrane walki stały się momentem w którym musiałem coś zmienić w swoim życiu .Zmieniłem to kim jestem. Poznałem ludzi ,którzy mieli lub mają wpływ na moje życie . Zacząłem mocno interesować się rozwojem duchowym oraz możliwościami jakie daje trening mentalny a przede wszystkim zacząłem dbać o siebie i swoje otoczenie. To proste sformułowanie “dbanie o siebie ” jest dla mnie aktualnie motywem przewodnim moich działań i dzięki niemu dojrzałem do decyzji aby działać z tą stroną, rozbudować klub ,zmienić swoje życie oraz sięgać po jeszcze więcej a także w inne strony. Wersja 2.0 czy nawet 3.0 mojej osoby to bogatszy o masę doświadczeń JA ,który dziś przedstawia się wam jako właściciel klubu ,sportowiec w świetnej fizycznej i mentalnej formie oraz chłopak ciekawy świata . Zapraszam Was tutaj częściej. Dziś było sporo o mnie . W kolejnych tekstach znajdziecie wiedzę ,moje doświadczenia i masę wartościowych informacji w tematach które mnie otaczają dookoła : sport, odżywianie, suplementacja, rozwój ,walki, i inne rzeczy ,które jeszcze przede mną . Zostawię sobie tutaj cytat do którego zawsze można wrócić .
” Skuteczność jest miarą prawdy. Jeżeli człowiek nie jest w życiu skuteczny to prawda ,którą się posługuje jest nieaktualna i warto ją zmienić “


